czwartek, 8 sierpnia 2013

Khaled Hosseini - Tysiąc Wspaniałych Słońc

Z tak brutalną książką jeszcze nigdy nie miałem do czynienia. Myślę, że to jest najwłaściwsze zdanie rozpoczynające recenzję tej fenomenalnej książki Khaleda Hosseiniego, autora bestsellerowego „Chłopca z latawcem”.
   „Tysiąc wspaniałych słońc” to opowieść o dwóch Afgankach – Mariam i Lajli, które łączy wspólny mąż, despotyczny, bezwzględny Raszid. Mariam wychodzi za mąż w wieku kilkunastu lat. Przez kilka miesięcy żyje jej się nienajgorzej. Ma podstawowe rzeczy, choć, trzeba przyznać, Raszid nie zapewniał jej luksusu. Koszmar jednak zaczyna się, gdy okazuje się, że kobieta (a właściwie jeszcze dziewczyna) nie jest w stanie dać mu dziecka.
   W połowie książki poznajemy Lajlę. Dziewczyna, która, podobnie jak Mariam, wychodzi za Raszida, wcale tego nie chcąc. Zmusza ją do tego sytuacja, o której dowiecie się, czytając książkę.
   Prawdziwa akcja zaczyna się, gdy Lajla wprowadza się do domu Mariam i Raszida. Kobiety na początku wprost nienawidzą się. Sytuacja, wspólne problemy jednak powoli zbliżają je do siebie.
    Tyle o fabule (choć to i tak bardzo dużo). Nie spodziewałem się, że Khaled Hosseini jest takim mistrzem pióra naszych czasów. Wprawdzie oglądałem ekranizację „Chłopca z latawcem”, bardzo mnie urzekła. Książki jednak nie przeczytałem. Nie zdobyłem się na to. „Tysiąc wspaniałych słońc” jednak pokazało mi, że Hosseini to klasa sama w sobie, że nie można przejść obojętnie obok jego powieści. Gdy czytałem tę książkę, nie mogłem oderwać wzroku od kolejnych liter składających się w wyrazy, a te – w zdania. I tak całe rozdziały. Tę przepiękną opowieść, na tle burzliwych losów Afganistanu, czytałem setkami stron dziennie.

    Jednak pomimo tych wszystkich zalet, które mogą zwodzić, że „Tysiąc wspaniałych słońc” jest arcydziełem XXI wieku, można dopatrzeć się w niej kilku minusów. Pierwszy, który mi przeszkodził (dopiero po przeczytaniu), to przewidywalność. W połowie książki domyślałem się, jak się może skończyć ta książka, jak się okazało kilkaset stron później – nie myliłem się. Drugim minusem jest to, że bohaterowie, według mnie, nie są wyraziście nakreśleni, przedstawieni. Lajlę i Mariam łączy wspólny los, ale czasem wspólne cechy, które czasem się zlewały w jedno. Jedynymi bohaterami, do których czułem jakieś emocje – wstręt i odrzucenie – był Raszid i Zalmaj (syn Raszida i Lajli). Takim bohaterem (drugoplanowym co prawda) był również Babi – ojciec Lajli. Do niego czułem jednak inne emocje – współczucie .
     Poza tym Hosseini spisał się na medal. Wspaniale opisana panorama ćwierćwiecza Afganistanu, sytuacja polityczna etc.  No i przede wszystkim fabuła – nietuzinkowa, intrygująca, niedająca o sobie zapomnieć, wciągająca bez reszty (mimo przewidywalności).
    Z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę każdemu.

8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz